Przeleciałem cię książko z miękką okładka
Białymi kartkami wytarłem w ciebie mą ślinę
Z każdym numerkiem byłem bliżej końca
Cicho szeleściłaś żebym zwolnił
Pragnęłaś bym dotykał cię dłużej
Przy zapalonym świetle otwierałaś się przede mną
A ja gwałtownie posuwałem się do przodu
By zapomnieć o twoich słowach
I zgasić każdą z twych tajemnic
Rozlanych atramentem na bladym ciele